Coraz mniej jest mnie ostatnio w internecie. Dlaczego?
Bo czym częściej zaglądam na fora, czytam wiadomości, buszuję po blogach, tym więcej spotykam złości, nienawiści, a w najlepszym razie podejrzliwości.
Kiedyś wierzyłam, że chociaż na portalach kulturalnych ludzie będą trochę bardziej opanowani, ale oczywiście się przeliczyłam. Już od dawna czytuję wszystko-wiedzących pisarzy prawie-debiutantów, którzy niewiele wiedząc, bardzo dużo krzyczą. Ach, ta okropna niesprawiedliwość, Ci paskudni wydawcy, niskie honoraria i w ogóle be. Co ciekawe, nowe pomysły wydawców, którzy chcą więcej wydawać, a mniej odrzucać, również są ostro krytykowane. No bo już nie wydadzą 2000 egz. , tylko 500, a inni to nawet wydają na zasadzie "druk na żądanie".
Czasem tak sobie myślę, że nie wiem, czemu mnie do tej pisarskiej wspólnoty ciągnie i że chyba muszę być szalona, że ciągle mi zależy na promowaniu debiutantów.
Kiedy ich czytam to myślę, że powinnam wyczyścić komputer i zająć się swoimi zwierzętami, a nie ślęczeć godzinami nad regulaminem konkursu dla młodych pisarzy. Może projekt Impresji też skrytykują na znanych forach, przeżują wraz z gumą orbit i wyplują do toalety.
Ale tak, pamiętam ich jeszcze z czasów pracy w wydawnictwie La Boheme. Wiem, że potem wsadzą łapki do kibla, poszperają i po cichu poproszą o pomoc. I wierzę, że choć kilka dobrych dzieł się z tego narodzi.
A może po prostu nie potrafię wyleczyć się z potrzeby pomagania ludziom na siłę.